Ludzie mi mówią: "wszędzie widzisz diabła". A ja na to: "wolę widzieć wszędzie diabła, niż go nigdzie nie widzieć" - oczywiście w kontekście roztropności. Kiedyś, gdy Matka Zbawienia rozdepcze szatanowi łeb, a Pan Jezus powróci na Nową Ziemię, nikt nigdzie nie będzie widział już diabła, a na razie na tym łez padole łaską jest go rozpoznać i z nim walczyć.
Diabła widzę szczególnie w popkulturze. Tak bardzo, że aż po nawróceniu się postanowiłem całkowicie zrezygnować z kariery DJ'a. Od tego czasu wielokrotnie samoistnie analizowałem teksty utworów, teledyski, symbolikę zawartą na festiwalach, koncertach, okładkach płyt, zdjęciach artystów... Czasem podzielę się tym tu i ówdzie, jednak jest tego taka masa, że nie ma już za bardzo sensu marnować czas na oczywistości.
 |
| Pan Jezus ujawnia talent Lucyfera - najwyższego niegdyś anioła. |
Jeśli chodzi o muzykę klubową, to rzeczywiście - jak powiedział światowej sławy egzorcysta ś.p. Ks. Gabriel Amorth (a przynajmniej jemu, prawdopodobnie błędnie, przypisuje się stworzenie "Listy muzyki satanistycznej") - "
wszystkie zespoły techno są szatańskie". I z początku się buntowałem na tego typu stwierdzenie. Ale po czasie zdałem sobie sprawę, że rzeczywiście, nie ma tam nic dobrego. A gdy wysłuchałem przerażającego
świadectwa o festiwalu MAYDAY pana
Lecha Dokowicza, przyznałem Ks. Amorthowi (lub temu niby jego zestawieniu) rację.
 |
| Przykładowa reklama festiwalu Mayday Poland. Gest rogów szatana, koszulka z napisem "Religia techno", tatuaże, wyuzdanie, ciemne okulary mogące świadczyć o wpływie narkotyków... |
 |
| A tu, żeby nie było że jestem taki niewinny... - ja z twórcą marki Mayday WestBamem. Te ok. 15 lat temu nawet nie zwróciłem uwagi, że wykonał on gest rogów diabła. |
Muzyka jednak nie jest wymysłem szatana. Stwórcą jest tylko Bóg. On stworzył muzykę, a stworzenia ją co najwyżej tworzą, nie stwarzają. Diabeł potrafi ją "jedynie" wykorzystać, tak jak wiele innych darów Bożych. Najlepszym chyba przykładem jest spaczenie przez niego aktu seksualnego - który w zamyśle Boga przecież nie był niczym złym, wręcz przeciwnie. Był wymyślony przez Boga przede wszystkim dla największego daru miłości - dla powstawania życia.
Gust człowieka jest sprawą tak indywidualną i nie da się go zmienić (jest możliwe, że się zmieni, ale naturalnie - nie na siłę). Jeśli więc ktoś lubi ogórki, a nie lubi pomidorów - nie da się go przekonać by polubił pomidory i zrezygnował z lubienia ogórków. Ktoś woli wakacje nad morzem, a inny w górach. Ktoś lubi słuchać rocka, a ktoś techno.
To podobnie jak z orientacją seksualną, o czym już pisałem
tutaj. Czy jest grzechem bycie homoseksualistą? Skąd! Człowiek nie ma na to wpływu, z pewnych powodów został tak ukształtowany psychicznie, że czuje pociąg do swojej płci. Jednak musi on potraktować to jako chorobę i żyć w czystości, bo
akt homoseksualny jest właśnie grzechem - nie sama orientacja.
Zatem, czy słuchanie muzyki satanistycznej jest grzechem? Tak, jeśli jest ona dokładnie taką - mimo że się lubi ten gatunek i ten styl. Ten mój dzisiejszy wpis jest wyjściem z pewnej sytuacji, o czym więcej napiszę na końcu.
To jak, można słuchać muzyki jaką się lubi, czy nie można?
Pan Jezus nie zmusza nas do porzucania przyjemności, chociaż byłoby pięknie z nich jak najbardziej rezygnować, bo post i wyrzeczenia nas uświęcają:
"Możecie nadal korzystać z wielu przyjemności na świecie, ale zrozumiecie, co się naprawdę liczy."
"Bóg nie oczekuje od was, abyście organizowali swój czas, nie uwzględniając codziennych spraw i
nie poświęcając czasu rodzinie i przyjaciołom. Nie znaczy to, że jeśli cieszycie się owocami życia na
Ziemi, to nie możecie ich używać na drogach Pana. Możecie.
(...) Śmiech jest dobry. Towarzystwo jest ważne. Radość z życia dającego satysfakcję jest dobra, ale
tylko wtedy gdy okazujecie pokorę i uwielbienie dla Boga, a przy tym też składacie podziękowanie,
nawet za najmniejsze przyjemności."
Szczególnie młodym ludziom ciężko jest zrezygnować z pewnych rzeczy. Wiemy, że im bardziej naciska się nastolatka by żył godnie, tym bardziej najczęściej on się buntuje. "Nie można karmić schabowym niemowlaka pijącego jeszcze mleko!". Jeśli zabroni się wszystkiego, postąpi się zbyt radykalnie - może dojść i często dochodzi do dramatu.
Skoro i tak będziemy słuchać muzyki, która jest w naszym guście, lub nasze dzieci będą to robić - to, chociaż w ramach kompromisu zadbajmy o odpowiedni dobór repertuaru.
Może się to wydać niemożliwe. A jednak ja znalazłem chyba niszę. I nie, nie będę tutaj namawiał aby słuchać muzyki zamiast się modlić. Nie będę namawiał, żeby jeździć w piątki na imprezy i tym samym grzeszyć. Absolutnie nie! To, z czym za chwilę się podzielę, to po prostu alternatywa dla tych, którzy i tak muszą lub bardzo pragną dla np. relaksu posłuchać raz na jakiś czas muzyki. I - daj Boże! - chwalić za nią Boga, bo to On ją przecież, jak już napisałem na początku, nam dał!
Ową niszą (a może już coraz większą modą na taki styl?) jest artysta o pseudonimie
MARSH.
Nie wiem jakiego jest wyznania. Nie wiem, czy nie okaże się w końcu jakimś new-age'owcem, Świadkiem Jehowy czy adwentystą albo mormonem. On w sumie nie manifestuje raczej żadnej religii. Jednak mam ogromne wrażenie, że tak jak sataniści w muzyce przemycają ukryte treści diabelskie, tak tutaj jest na odwrót! I także na sposób nie oczywisty dla zwykłych słuchaczy i fanów. Dyskretnie, neutralnie, przy okazji.
Oto co zauważyłem w jego karierze: szczera bezprzesadna skromność podczas występów. Żadnych gestów szatańskich, brak pychy - ale jednoczesna duma ze swojego talentu i pewność siebie. Żadnego szpanu, panienek, wygłupów etc. Po prostu spokojny, radosny Brytyjczyk z amerykańskim paszportem. Przejdźmy do analizy jego twórczości, a przyznam szczerze, że sprawia mi to czystą przyjemność:
Pozytywne tytuły jego kompozycji. Np. "Hope" (nadzieja) albo "Mercy" (miłosierdzie). Czy też "Heaven" - Niebo. W tym utworze samplowana jest sekwencja: "śnisz o Niebie". W erze, kiedy w co trzecim utworze mowa o "spadaniu w dół i w mrok", to naprawdę wyjątek. Ale zanim poznałem "Heaven", który jest nieco inny od reszty produkcji Marsha, bo stylizowany na charakterystyczny house z lat 90, natrafiłem na "Lost in You" i w zasadzie od tego momentu zainteresowałem się jego muzyką. "Zatracony w Tobie", choć ma teledysk o uczuciu między ludźmi - można jak najbardziej zinterpretować jako tekst o miłości do Boga. Jednak ważną ciekawostką jest, że jeszcze w trakcie szlifowania tego utworu Marsh grał go live z zupełnie innym tekstem! Otóż zamiast "Lost in You" było "I'm so blue". "Jestem taki niebieski" - i z pewnością nie chodziło tu o bycie Smerfem, ale raczej o niebiańskość. Dlaczego zmieniono tekst? Być może był nacisk od labelu Anjunadeep? Jakkolwiek, podobne - choć nieidentyczne zagranie ma miejsce przy utworze na jego nowym albumie "Party people". Imprezowi ludzie? A skądże! Ja wyraźnie słyszę tutaj "Light people"! Czyli: "Ludzie Światła / Światłości" - co jest przeciwieństwem dzieci mroku. To są w mojej opinii jakieś przesłania Marsha! Pan Jezus jest Światłością!
Zresztą "Heaven" czy "I'm so blue" to nie wszystko, jeśli chodzi o niebiańskość. Mamy jeszcze breakowy numer o tytule właśnie po prostu "Blue". Przyznaje, że szukałem jakiś niedobrych treści od Marsha i gdy natrafiłem na video do tego utworu "Blue" już się zmartwiłem, że właśnie znalazłem - bo przedstawia ten teledysk złego ducha. Ale to pozory, że to jest złe. Tu zarówno w klipie jak i w tekście chodzi o walkę duchową z demonem, z grzechem. Tekst mówi o wyjściu z mroku do Światła, do błękitu.
 |
| Marsh w 2026 roku założył swój własny label "Marshan". Logiem jest anioł na... niebieskim tle. |
Na szczególną uwagę zasługuje tytułowy utwór z najnowszego albumu, rewelacyjny "
Home". A co znaczy tutaj "Dom"? Z pewnością Niebo! Motywem przewodnim są bowiem jakby słowa zmarłych dusz: "
Jestem w Niebie, kotku", a także, co oczywiście tylko sugeruję, słyszany dla uważnych melomanów wydech, jakby... ujście duszy z ciała. A
wizualizacja do tego utworu dokładnie do tego jak mniemam nawiązuje. Piękny, uroczy utwór o śmierci i celu naszej podróży, czyli życia ziemskiego!
Dużo jeszcze można by pisać o produkcjach Marsha. Może skończę ten wątek tym, że moim hitem lata 2026 (ale obecnie, po nawróceniu słucham mało muzyki) jest "
Too high". Może nie ma jakiegoś szczególnego przesłania, ale jest po prostu świetny. Natomiast zwracam także uwagę na takie niuanse, co Marsh puszcza w swoich setach (jeśli nie gra tylko swoich produkcji, co jest bardzo częste), oraz kogo remiksuje. No i przykładowo zrobił znakomity remix dla Above & Beyond "
Sun In Your Eyes" - co znaczy "
Słońce w twoich oczach". A przecież Słońce to symbol Boga, przeciwieństwo księżyca - symbolu szatana. Matka Zbawienia obleczona jest w Słońce, a... księżyc pod jej stopami, identycznie jak wąż, któremu Ona zmiażdży głowę (m.in.
tutaj o tym także wspominałem). A w secie, którego słuchałem niedawno, Marsh zagrał np. sympatyczny utwór grupy o nazwie przetłumaczonej na język polski "Kwiaty w poniedziałek" z tekstem:
"Feeling like vacation
(Chcę poczuć się jak na wakacjach)
Feeling like I need to go
(Czuję, że muszę wyruszyć)
Feeling an adventure
(Czuję nadchodzącą przygodę)
Up into the heaven
(W górę, ku niebiosom)
Up within the shining stars
(W górę, pośród lśniących gwiazd)
Feeling an adventure
(Czuję nadchodzącą przygodę)
Bon voyage, to the sky
(Szerokiej drogi, ku niebu)
Bon voyage, we get high
(Szerokiej drogi, unosimy się wysoko)
On wyraźnie uważa na to, czym karmi swoich fanów! Bo nawet w czyimś utworze, który używa w DJ secie, nie ma mroku, ale jest element czegoś pozytywnego. Tutaj znowu mowa o niebie. Może nie jest tak zawsze, ale mnie to uderza samoistnie, gdy obserwuję jakiegoś artystę. I do tej pory były to przeważnie negatywy.
Zauważyłem także inną pozytywną rzecz u Marsha, że współpracuje on także z fajnymi artystami. Może to jest jakieś nowe pokolenie, dla którego skandale, wyniosłość, nachalna sława i obnoszenie się popularnością zostały zastąpione po prostu robieniem muzyki dla muzyki, skromnym wyglądem i przyzwoitym prowadzeniem się? A może właśnie jest to odcięcie się od światowego blichtru i dyskretne pójście za powołaniem, użyciem talentów na sposób taki, jak to zawsze od początku miało być - bez kultu mamony, bez oddania duszy diabłu, bez ciągłego śpiewania o mroku i upadaniu? Mamy tu np. niewytatuowaną wokalistkę i prywatnie DJ'a Jodie o pseudonimie ALLKNIGHT (co można tłumaczyć jako "w pełni oddany rycerz"), albo Argentyńczyka Ezequiel Arias, który skomponował np. "Sin Control" (kontrola grzechu) czy świetny remix utworu "Friendly Fire" (Przyjazny Ogień).
 |
ALLKNIGHT często współpracująca z Marshem. Co za głos!
|
 |
| Ezequiel Arias ubrany w wybielone szaty patrzy w górę, jakby czekał na pochwycenie. |
 |
| A tutaj Ezequiel Arias podczas występu razem z Marsh w Londynie. Koszulka przedstawia POLE ŚWIETLNE. Dlaczego akurat taka, a nie z mrocznym lub z masońską symboliką jak u wielu artystów? |
Jak bardzo różnicą się ww. wykonawcy od tych po mrocznej stronie, to oczywiste. Ale... jak bardzo różnią się od tych, którzy do techno beatów dodają śpiew "Pan Jest moim Pasterzem", albo wmontowują chorały gregoriańskie czy homilie papieskie?! Brak u Marsha i u jego podobnych czynienia profanum, wmontowywania w muzykę rozrywkową modlitw, Imienia Bożego - nie to, co np. na występach
prawdziwego księdza DJ'a z Portugalii, któremu bestia Franciszek na specjalnie zorganizowanej audiencji pobłogosławił słuchawki i zorganizował
support (sic!) dla Mszy św. na ŚDM w Portugalii. Czy też u innych, coraz modniejszych muzycznych bluźnierców. To myślę taka protestancka
ewolucja gospel, herezja herezji spowodowana modernizmem. Zamiana już i tak złych gitar na loopy, beaty i sample. I katolicy bezmyślnie w to idą i tego bronią. Polska niestety wiedzie w tym prym. Np. polski producent EDM Skytech zasłynął z przeróbki pieśni "
Pan jest pasterzem moim", a arcybiskup Ryś zrobił już nawet
techno "mszę", za co dostał od
berGOGlio... nominację kardynalską. To są zwodziciele!
 |
| Ksiądz czy DJ? Guilherme Peixoto, pupilek berGOGlio, jawny profanator i propagator sodomii. Potrzebuje dużo modlitw. |
Oczywiście, co już chyba podkreślałem wcześniej, zdaję sobie sprawę że Marsh i inni wykonawcy nie są idealni. Grają w piątki - a inaczej się nie da przy tej profesji, bo to weekend, a świat tonie w grzechu. Zatem powinni zrezygnować całkowicie z tego, jak ja - jeśli są katolikami. A może... to jakiś kompromis, aby ludzie nie słuchali satanistów? Na pewno mają też wiele innych wad. Ale to, co sobą teraz prezentuje Marsh, ukazuje nam, że zrodził się jakiś inny front na scenie klubowej, jakaś alternatywa dla hołdu ciemności. Czy to nie jest dobre? A... może to podstęp? Zobaczymy.
Jak powiedział św. Paweł, dobrze byłoby dla mężczyzny gdyby został bezżenny. Jednak jeśli ze względu na popęd nie daje rady - niech się ożeni (
1 Kor 7,8–9). Zatem to taka moja rada dla fanów muzyki klubowej: jeśli nie możecie bez niej wytrzymać (i tylko dlatego!), słuchajcie Marsha, bo to w tym brudnym świecie chyba najlepsza opcja. A w duszy chwalcie Pana Boga za to, że stworzył dźwięk i dał nam talenty. To chciałem przekazać!
 |
| Najnowszy album Marsh pt. "Home" będzie miał premierę 3 listopada, po Zaduszkach. Kliknij aby powiększyć i zobaczyć tytuły! |
Ps. Tekst ten powstał w piątek, jednak z powodu dnia postnego nie chciałem go w piątek publikować. Wolałem poczekać do soboty, tym bardziej że w piątek wieczorem (tak, niestety 😓) Marsh akurat występował we Wrocławiu. Jeszcze by ktoś przez ten mój artykuł poszedł na tą imprezę i miałbym go na sumieniu? 😅 Dlatego dopiero dziś jest ten wpis i mam nadzieję, że mimo tematu jakby nie było kontrowersyjnego (jak zresztą często tutaj, bo moje myślenie nie jest zero-jedynkowe, staram się oceniać sprawiedliwie i bez względu na osoby), spodobał się, a sens mojego przesłania chociaż dla kilku osób będzie zrozumiały? A to już coś. Ktoś może przestanie słuchać satanistycznego techno, bo zastąpi je... Marshem? 👍🏻