Tradycyjni katolicy, do których także niejako należę, zwani przez wielu (np. przez tradycyjnego Ks. Śniadocha) "współczesnymi faryzeuszami" chwytają się argumentów czasem tak irracjonalnych, że aż przypominających nauki Świadków Jehowy. Bywa też, że w swej pysze i jednocześnie tchórzostwie nie potrafią przyznać się do błędów i brną w nie, co najgorsze... bluźniąc! Oto przynajmniej dwa przykłady braku logiki:
Nienawiść do objawień prywatnych jest u "tradycjonalistów" tak ogromna, że głoszą to, co głosił heretyk Luter: zasadę "sola scriptura". A dokładniej: twierdzą, owszem słusznie, że do zbawienia wystarczy znajomość tylko Pisma Świętego. I dlatego postanowili... pluć do woli na większość objawień z Nieba, czy to objawień Chrystusa - np. św. Faustynie, czy objawień Jego Matki.
Jednak, mimo wszystko uznają oni wybiórczo niektóre objawienia, ale tylko te "uznane przez Kościół". A szczególnie upodobali sobie Fatimę. Rzadziej mówią o La Salette i Lourdes, a już najrzadziej jeśli w ogóle - o Akicie. Polscy tradycjonaliści ostatnimi latami zaczęli także dużo mówić o Gietrzwałdzie.
Nielogiczność, na którą pragnę teraz zwrócić uwagę, polega na ich zarzucie, że np. objawienia w Medjugorie lub Garabandal, które uznają za... diabelskie, odwracają uwagę od Fatimy. Jest to ich bardzo częsty argument i opierają go zapewne na chronologii. Zatem pytam was, zaślepieni pychą bluźniercy: dlaczego nie stwierdzicie, że objawienia w Akita nie przyćmiewają Fatimy? Ba, że Fatima odwraca uwagę od La Salette? A także Gietrzwałd, a ten znowu także francuskie objawienia?
Z ostrożności powinni milczeć nt. innych objawień - jeśli w nie nie wierzą. To by było roztropne, ale jak wykażę jeszcze dalej w innym kontekście, tej roztropności i ostrożności im brakuje, z powodu pychy. Tak rodzi się bluźnierstwo.
Z ostrożności powinni milczeć nt. innych objawień - jeśli w nie nie wierzą. To by było roztropne, ale jak wykażę jeszcze dalej w innym kontekście, tej roztropności i ostrożności im brakuje, z powodu pychy. Tak rodzi się bluźnierstwo.
To ten kolejny kontekst: upominałem wielokrotnie osoby publiczne, tj. redaktorów, youtuberów, autorów książek, aby - jeśli już chcą mimo ich własnej krytyki uznawać berGOGlio czy Prevosta za papieży, bo zdrowe argumenty do nich nie przemawiają - żeby chociaż z ostrożności nie nazywali tych postaci mianem "ojca świętego". Ponieważ takie imię, jeśli byłby to antypapież czy przede wszystkim fałszywy prorok, demon w ludzkim ciele, apokaliptyczna bestia druga - byłoby bluźnierstwem. Po co ryzykować? No i nie słuchają nadal. Narzekają, krytykują tych dwóch uzurpatorów, ale z własnej woli i wbrew często własnym argumentom nie tylko uznają ich za papieży i tak ich nazywają, ale określają ich "ojcami świętymi". To mnie naprawdę załamuje i nie rozumiem tego ich zachowania. "Syndrom sztokholmski" to mało powiedziane! To chyba wręcz... new-age'owska "manifestacja", czyli próba kreowania własnymi myślami rzeczywistości ("jestem bogiem")!
Ten tekst piszę poruszony 2 epizodem audiobooka "Dom smagany wiatrem" z kanału YT "Ku Bogu". Wiem o tej książce od wielu lat, teraz jednak rozumiem dlaczego tak długo zwlekałem z zapoznaniem się z nią. Bo teraz rozumiem więcej niż zrozumiałbym wtedy i... włos jeży się na głowie! Oczywiście, nic bym nie rozumiał, gdyby nie Księga Prawdy.
A to w Księdze Prawdy jest nam dana informacja, że bestią wychodzącą z morza jest Unia Europejska zwana Babilonem. Zanim była UE, powstało EWG, czyli Europejska Wspólnota Gospodarcza. O wizycie delegatów EWG w Watykanie opowiada wstęp w "Domie smaganym wiatrem" niemieckiego jezuity Ks. Malachiego Martina. Było to tak interesujące, że mimo braku czasu nie mogłem się powstrzymać i odsłuchałem kolejny epizod książki na kanale YT "Ku Bogu", 2 razy dłuższy. A ten był... ze względu na to, że to fakty - chyba najbardziej przerażającą treścią jaką poznałem.
Epizod ten to skrupulatny opis intronizacji szatana, która miała miejsce jednocześnie w Rzymie i w USA 29.06.1963 roku. Podczas szokującego opisu rytuału zwróciłem uwagę na słowa tam używane i odkrywałem, że to dokładnie to samo (!!) co czynił podczas swojego fałszywego pontyfikatu "ojciec święty" tradycjonalistów "Franciszek" i, mało tego - także to co robi "Leon" - a imię to, na marginesie, ma ogromny związek z tym wysłuchanym epizodem!!
Oto, jakie cechy wspólne, słowa klucze, gesty dostrzegłem między tym, co głoszono podczas rytuału intronizacji lucyfera, a tym co reprezentował Jorge Mario BerGOGlio:
- kosmos - tak, Franciszek nakazał Kościołowi odmawiać po każdej Mszy św. przez rok specjalną "kosmiczną" modlitwę
- błogosławieństwo szatana (dłoń z gestem rogów)
- natura, matka ziemia, czyli Gaja - Pachamama
- żywioły (indiańskie rytuały)
- humanizm, era człowieka - Bóg się już nie liczy, człowiek jest nowym bogiem
- piszczele - bardzo wyraźne w rytuale intronizacji szatana, a rytuał w Kanadzie z Franciszkiem: użycie kości indyka do gwizdania i wywoływania "duchów przodków" (demonów)
- użycie czarnych świeczników podczas mszy (?) w Fatimie
Myślę, że teraz "Dom smagany wiatrem" napisany w 1996 roku dla tych z otwartymi oczami i odważnymi sercami wiernych, którzy pouczeni przez Księgę Prawdy obserwowali poczynania Goga, jest o wiele bardziej zrozumiały i wręcz szokujący. Natomiast tradycjonaliści, którzy tą książkę znają, bo ekscytują się wszelką krytyką Soboru Watykańskiego II i herezją modernizmu, która trwa intensywnie przyspieszając właśnie od czasów opisywanych w powieści ś.p. Ks. Martina - oni nadal nic nie widzą tak jak powinni! I dalej nazywają jawnego satanistę i demona "ojcem świętym", a Boże objawienia - diabelskimi. Biada!!