niedziela, 14 września 2014

Okazja na wyznanie wiary


Uwaga! Wpis ten zawiera drastyczne zdjęcia, filmy i treści - przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich. Na końcu wpisu umieściłem odsyłacze do innych materiałów - koniecznie je zobacz!



Obecnie w Europie Zachodniej trwa oblężenie muzułmańskie i chocholi taniec rządzących. Także dla Polaków wydarzenia na Bliskim Wschodzie i sytuacja w Europie Zachodniej wydają się nas nie dotyczyć. Tolerancja na Starym Kontynencie sięga zenitu i jest swego rodzaju koniem trojańskim. Chodzi zatem o to, by ocknąć się zawczasu.


Rzeź chrześcijan wzmogła się już do niesamowitej skali. Innowiercy islamu są mordowani masowo: krzyżowani, zakopywani żywcem, pozbawiani głów. Wcześniej często okrutnie torturowani, bici na śmierć, gwałceni... również dzieci.

  



Opinia publiczna wydaje się nie widzieć problemu. Ostatnio dopiero coś ruszyło bo zamordowano amerykańskiego dziennikarza, co zresztą nieudolnie próbowano też "zdemaskować" jako wyreżyserowaną scenę na potrzeby USA. Ale nadal, przynajmniej w Polsce wydaje się, że w Polsce ważna jest tylko sprawa Ukrainy. Nawet w wielu polskich kościołach katolickich podczas Mszy Świętej nie dało się jeszcze niedawno usłyszeć próśb do Boga na temat ratowania chrześcijan z muzułmańskiego holokaustu, modlono się wciąż tylko o Ukrainę jakby była dla Kościoła najważniejsza...


W dzisiejszych czasach na ratunek takiej bezradności najczęściej przychodzą internauci. Dzięki komunikacji w sieci powstają manifestacje (np. przeciw ACTA w Polsce) a nawet rewolucje (Egipt). Jednak ważne jest, że bez wychodzenia z domu, w pokojowy sposób można wyrazić swoje niezadowolenie lub poparcie. Z opinią internautów liczą się coraz bardziej media, a za nimi jednostki i osoby których opinia dotyczy. Internet jest potężnym narzędziem, często niestety lekceważonym przez samych internautów, którzy nie zdają sobie sprawy z jego potęgi i czasów w których żyją...


Wzmożone zabijanie chrześcijan przez muzułmanów trwa w Afryce od kilku lat, jednak w związku z rebelią sunnicką w Iraku i umieszczanymi w sieci przez członków ugrupowania ISIS (Państwa Islamskiego) materiałów przedstawiających tortury i mord na innowiercach (nie-muzułmanach) oraz alawitach (muzułmanie czerpiący wiele z chrześcijanizmu) - w sposób jak myślę spontaniczny, w wyniku empatii i szoku internauci podjęli się wzięcia udziału w globalnej akcji. Otóż zaczęto ustawiać sobie na portalach społecznościowych (głównie Facebook) jako zdjęcie profilowe arabską literę "N".


Literą tą muzułmanie oznaczają domy w których mieszkają chrześcijanie i alawici, tak samo ich ubrania gdy biorą ich jako więźniów. Cel jest taki sam gdy naziści oznaczali gwiazdą Dawida Żydów w czasie II Wojny Światowej.



Arabska litera "N" oznacza wyznawców Jezusa zwanego Nazarejczykiem, czyli chrześcijan, a także alawitów (Nusayri). Ustawianie takiego zdjęcia profilowego / avatara można porównać z tym, czym było noszenie opornika w klapie marynarki na znak buntu przeciw stanowi wojennemu w Polsce. Niestety, jak to zwykle bywa, nawet najszlachetniejsze idee bywają tłamszone przez różnej maści hejterów, bardzo często (sic!) "gorących" katolików. Wynika to albo z niezapoznania się z tematem i celem działania, albo z bierności często połączonej ze strachem: przed wstydem, przed opinią publiczną i utratą znajomych, a nawet przed utratą swobody i wolności osobistej, życia. Wśród opozycji do pomysłu, niestety jak już wspomniałem jest wielu katolików, także polskich. Niektórzy twierdzą że mają awatar z Panem Jezusem, albo Krzyżem i to wystarczy - ci nie rozumieją zupełnie idei akcji... Często może to też być brak pokory i zbyt wiele pychy by postąpić tak jak ktoś poleca, jak także chęć bycia oryginalnym i nie robić tego co "wszyscy".

Darami Ducha Świętego są m.in. mądrość i męstwo, o te dary należy się modlić. Bierność jest grzechem, tak jak i przesadna tolerancja.


Islam jak napisałem we wcześniejszym wpisie - jest religią lucyferiańską. Jednak o tym fakcie nie wie większość ludzi na Ziemi, a już szczególnie muzułmanie! Brzmi to strasznie, ale taki właśnie był plan szatana.

 

Ustawianie zdjęcia profilowego z arabską literą "N" na portalach społecznościowych ma na celu:

- naszą pokojową manifestacje przynależności do Jezusa Chrystusa,
- solidarność z męczennikami i okazanie im szacunku,
- pokazanie światu jak wielką potęgą jest chrześcijaństwo,
- krytyka barbarzyństwa muzułmanów,
- zwrócenie na ten problem uwagi politykom, mediom i opinii publicznej by się ocknęli i podjęli odpowiednie kroki, np. zamknięcie granic UE dla ludności arabskiej, wprowadzenie odpowiednich wiz, nakaz eksmisji do swoich krajów itp.
- pokojowe, bezkrwawe zapobieganie islamizacji Europy.


Nie twierdze że akcja taka będzie obroną przed rzezią, ale może być jednym z ogniw. Trzeba podejmować wszelkie kroki, szczególnie gdy jest szansa na pokojowe powstrzymanie globalnej tragedii. Zdarza mi się czytać opinie, że to nie ma sensu trzeba się tylko modlić. Oczywiście że wiara czyni cuda, a Bóg jest wszechmocny, ale czy aby na pewno Bóg chciał byśmy się tylko modlili i wołali "Panie, Panie!"?? Dajmy z siebie wszystko, zawsze. Dajmy maksimum z tego w co uposażył nas Stwórca.






 
 

MÓDLMY SIĘ I JAK TYLKO MOŻEMY NIE DOPUŚĆMY DO RZEZI W EUROPIE! MANIFESTUJMY SWOJĄ PRZYNALEŻNOŚĆ DO CHRYSTUSA, KRÓLA WSZECHŚWIATA!




























Uwaga: filmy i materiały o islamie znikają bardzo szybko z sieci. Jeśli możesz - kopiuj to co uważasz za dowody zbrodni na swój komputer za pomocą np. Freemake Video Downloader (potrafi pobierać filmy z Facebooka i YouTube)

Co robić w wypadku ryzyka śmierci? NIGDY NIE WYRZEC SIĘ CHRYSTUSA!



 








środa, 20 sierpnia 2014

Islam - religia lucyferiańska


"I nic dziwnego. Sam bowiem szatan podaje się za anioła światłości."
2 List do Koryntian 11:14


[We wpisie celowo użyłem małych liter niektórych nazw / imion.]

Martwi mnie to, że tak wiele ludzi nie zdaje sobie sprawy czym jest islam. Sam do niedawna myślałem że muzułmanie czczą tego samego Boga co my, tylko inaczej Go nazywają. Znając już Nowy Testament sięgnąłem po koran i to w sklepie, w Empiku. Otworzyłem na wyrywkowej stronie i oniemiałem... Zmieniłem stronę i znowu to samo! Miałem w rękach biblię szatana! To że akurat otwierałem treści które otworzyły mi oczy na to czym jest koran zawdzięczam myślę Duchowi Świętemu którego obecność odczuwam wyraźnie od czasu mojego pogłębienia wiary. Oto moje przemyślenia:

Około 600 lat po Chrystusie Mahometowi ukazał się rzekomo Archanioł Gabriel. Czyli ten sam anioł, który Maryi zwiastował poczęcie Syna Bożego.
Anioł podyktował nauki, które zostały spisane w księdze nazwanej koranem. Księga ta głosi, że chrześcijanie dopuszczają się bałwochwalstwa bo czczą "bożki": Jezusa i Maryję. Jako że cześć można składać tylko allahowi, muzułmanin ma obowiązek mordować chrześcijan i innych innowierców.

Nie ulega wątpliwości że spełniły się tutaj przytoczone na początku słowa z listu do Koryntian. Ów anioł jasności był nikim innym jak szatanem / lucyferem, starodawnym wężem z ogrodu Eden. Szatan szczególnie nienawidzi i boi się Pana Jezusa i Jego Matki, która wg. Apokalipsy zmiażdży szatanowi głowę. Argumentami by stwierdzić że nie był to prawdziwy Boży Anioł jest nie tylko jego nakaz tępienia wyznawców Chrystusa ale także szereg nauk godzących w Boże przykazania.

Muzułmanom można a nawet należy wg. koranu zabijać, gwałcić, cudzołożyć, czynić bałwochwalstwo poprzez pielgrzymkę i całowanie szatańskiego czarnego kamienia w Kabie. Kluczem sukcesu islamu jest brak możliwości odejścia od tego wyznania. Rezygnacja z islamu = śmierć. Poza tym większość samych muzułmanów, a co dopiero innowierców na całym świecie nie wie dokładnie czym jest islam, kim jest allah. Myślą że islam jest religią pokoju a allah jest tym samym bogiem którego czczą żydzi i chrześcijanie. Jest zupełnie inaczej, na odwrót.

Osobiście natrafiłem na polskie tłumaczenie koranu, gdzie słowo allah zamieniono na słowo "Bóg". Jest to celowa zagrywka, by oszukać ludzi że allah to muzułmańskie znaczenie tego samego Boga Ojca którego czczą chrześcijanie. Tak, rzeczywiście po arabsku słowo allah znaczy tyle co "Bóg Jedyny" i jest utożsamiany z Bogiem abrahamicznym, czyli z naszym prawdziwym Bogiem (JHWH, Ja Jestem). Jednak dla muzułmanów nazwanie allaha bogiem jest zabronione, bo "bóg" oznacza bóstwo jak np. w mitologii greckiej, a allah jest wg. nich jedynym godnym czci. Zatem owo tłumaczenie jest nieprawidłowe nawet dla muzułmanów, ale zapewne akceptowane by oszukać jak najwięcej np. chrześcijan że allah jest naszym Bogiem...

Jeżeli allah byłby naszym Ojcem Przedwiecznym, czy bałby się kogokolwiek? Okazuje się że ten muzułmański "bóg" boi się Chrystusa. Oto co napisane jest w księdze Sahih al-Bukhari 73 numer 224:

Sprawozdanie przez Abu Huraira; Apostoł Allaha powiedział:
"Najstraszniejszym IMIENIEM dla Allaha w Dniu Zmartwychwstania będzie Imię Mężczyzny, który nazywa sie (Malik Al-Amlak) Król wszystkich Królów".

Oczywiście Król królów i Pan panów to Jezus Chrystus, co wyjaśnia Apokalipsa:

"A na szacie i na biodrze swym ma wypisane imię: KRÓL KRÓLÓW PAN PANÓW."
Objawienie św. Jana 19:16


Na zakończenie, biorąc pod uwagę sprzeczność nauk zawartych w koranie z Biblią przeczytajcie proszę List do Galatów 1:6-9

"Nadziwić się nie mogę, że od Tego, który was łaską Chrystusa powołał, tak szybko chcecie przejść do innej Ewangelii. Innej jednak Ewangelii nie ma: są tylko jacyś ludzie, którzy sieją wśród was zamęt i którzy chcieliby przekręcić Ewangelię Chrystusową. Ale gdybyśmy nawet my lub anioł z nieba głosił wam Ewangelię różną od tej, którą wam głosiliśmy - niech będzie przeklęty! Już to przedtem powiedzieliśmy, a teraz jeszcze mówię: gdyby wam kto głosił Ewangelię różną od tej, którą [od nas] otrzymaliście - niech będzie przeklęty!" 

Były muzułmanin odkrył prawdę i prowadzi program telewizyjny obnażający kłamstwa islamu:


Moje przemyślenia nt. tego że aniołem był diabeł zrodziły się samoistnie. Ten materiał zobaczyłem niedawno, nie był w ogóle inspiracją do napisania przeze mnie tego wpisu, a jednak jest dużo wspólnego:


Odważna, inteligentna, szacunek dla tej kobiety! O tym jak okrutny jest islam, o tym że nie jest religią tylko szatańskim politycznym planem, o tym że kto toleruje muzułmanów jest idiotą. Ostre słowa, ale prawdziwe!




sobota, 16 sierpnia 2014

Jak być gorącym?

"Obyś był zimny albo gorący! A tak, skoro jesteś letni i ani gorący, ani zimny, chcę cię wyrzucić z mych ust"

Manifestując na Facebooku swoje wyznanie, zdarza się gdy ktoś, ku mojej radości, pyta jak to się stało że mam w sobie tyle wiary. Czasem prócz zwykłej ciekawości chodzi o to pytającemu, by samemu stać się gorącym. Postanowiłem więc napisać na podstawie moich doświadczeń szybki "poradnik".

Najpierw przedstawię moją interpretację wyżej zacytowanych słów z Apokalipsy pod kątem katolicyzmu: mamy być albo zimni albo gorący. Pan Jezus wyraźnie porównuje nas tutaj z pożywieniem: z reguły jemy coś na gorąco lub zimno, letnie potrawy są niesmaczne. Zatem jeśli będziemy "niesmaczni" to Pan Jezus nas wypluje, czyli nie przyjmie...


Przykładowe cechy osób zimnych, letnich i gorących.

Cechy starałem się wyolbrzymić, nie wszystkie są oczywiście spełnione jednocześnie, ale mam nadzieję że udało mi się przedstawić intencje. Myślę że wielu z Was przyzna, że większość Waszych znajomych jest letnimi, chociaż nie posiadają być może nawet większości z niżej wymienionych cech...

Osoba zimna - to taka której nie dane było poznać Jezusa Chrystusa. Zatem jeżeli Go nie zna, to jak może Go wyznawać? Zapewne pozna Go po śmierci i wtedy będzie miała ta osoba wybór...

Osoba gorąca - to wyznawca Chrystusa gotowy oddać dla Niego życie. Głęboko wierzący, ufający, starający się przestrzegać przykazań, walczący ze swoimi wadami, miłosierny, modlący się, głoszący Ewangelię, manifestujący bez obłudy miłość do Boga, stający w obronie zarówno Imienia Bożego jak i chrześcijan, biorący udział w protestach przeciwnym akceptacji Bożych przykazań, znający Pismo Święte, upominający innych, ubierający się stosownie do kościoła, żyjący w zgodzie ze swoim sumieniem, pragnący Miłości Bożej, szukający Prawdy, przebaczający, mający Boga na pierwszym miejscu, oglądający chrześcijańskie filmy i programy, noszący szkaplerze, medaliki i krucyfiksy, modlący się przed posiłkiem, snem i wieloma innymi czynnościami, wykonujący znak krzyża przed kościołem, przystępujący do Sakramentów, cnotliwy, przestrzegający postów, biorący udział we Mszy świętej w sposób świadomy, np. przyjmujący Komunię świętą jedynie do ust i na klęcząco, itp. 

Osoba letnia - chrześcijanin "tylko na papierze". Jest niby po przyjęciu Sakramentów, ale do kościoła chodzi najczęściej tylko w niedziele i "popularne" święta, do Spowiedzi raz w roku lub rzadziej. Żyje przyziemnymi sprawami, najważniejsze dla niego to rodzina, majątek, kariera, wyścig szczurów. Nie myśli o Bogu i życiu wiecznym, nie zna Biblii, nie interesuje się swoim wyznaniem. Jest bierny w sprawach dotyczących religii. Wierzy w przesądy, horoskopy, wróżki, tarota, magię, szczęście w sensie np. wygrania w totolotka. Wzywa Imienia Pana Boga nadaremnie, klnie, przysięga. Często liberał, toleruje czyny homoseksualne, pornografię. Uprawia jogę, medytuje, nie stroni od używek, od nieczystości, nie widzi nic złego w tatuażach. Nie głosi Słowa Bożego, jest bierny i znieczulony na wyśmiewanie religii którą... sam przecież oficjalnie wyznaje. Kpi z "moherowych beretów", z pobłażaniem patrzy na niejedzących w piątek mięso. Broni zwierząt jednocześnie nie okazując żadnej empatii dla ludzi. Nie reaguje na znaki czasu, na modernizm w Kościele, jest euroentuzjastą. Lubi dowcipy o Panu Jezusie, często pała nienawiścią do kleru. Wstydzi się wśród znajomych że jest katolikiem, nawet niekiedy wypiera się Pana Jezusa. Nie rozumie i nie wie o co chodzi w nabożeństwach, modlitwy odmawia bezmyślnie. Grzeszy z myślą że "i tak mi Pan Bóg wybaczy". Nic nie robi by się poprawić, by rzucić nałogi i złe przyzwyczajenia Do letnich można też zaliczyć obłudników, czyli np. modlących się na pokaz...

Myślę że Pan Jezus w Swojej wypowiedzi ominął swoich przeciwników takich jak satanistów, świadomych muzułmanów (tych którzy wiedzą że służą lucyferowi) itp.. Jednak cechy tej grupy posiadają niestety też osoby letnie, np: życie w konkubinacie, tolerowanie rozwodów, homoseksualizmu, aborcji, poligamii...


Jak stać się gorącym wyznawcą Chrystusa?

Na pewno jest dużo łatwiej gdy zostało się wychowanym w duchu tradycji chrześcijańskiej, czyli: uczęszczało się do kościoła, chodzono na lekcje religii, rodzice zadbali przynajmniej o podstawy, które zbudowały w Tobie jakby "pierwotny" szacunek i bojaźń Bożą. Jednak obojętne jaką miałeś przeszłość, zrób następujące kroki:

1. Rozbudź w sobie chęć bycia dobrym, a także potrzebę poznania Prawdy, z pokorą otwórz swoje serce. Zdaj sobie sprawę że wszystkiego nasz mózg nie może pojąć, stań się jak dziecko - zaufaj Bogu. Uwierz że są rzeczy niewidzialne, inne wymiary, że przede wszystkim jest Wszechmocny Byt zwany Bogiem, który to wszystko stworzył, który jest z nami cały czas, w którym jesteśmy dosłownie zanurzeni.

2. Pomódl się do Ducha Świętego o łaskę nawrócenia. Także swoimi słowami, wypływającymi prosto z serca. Najlepiej w pustym kościele, najlepiej przed Najświętszym Sakramentem.

3. Przygotuj się do Sakramentu Spowiedzi. Najlepiej generalnej (z całego życia). Rachunek sumienia poszukaj w Internecie, a że jest ich dużo, skorzystaj z kilku. Zdziwisz się jak wiele grzechów nie brałeś pod uwagę! Spowiedź musi być szczera. Żałuj za grzechy. Gdybyś mógł cofnąć czas czy popełniłbyś je raz jeszcze? Jesteś już po modlitwie do Ducha Świętego, zatem żal będzie jak myślę szczery. Postanów nie popełniać już grzechów, walczyć z nimi. Modlitwą rozmawiaj z Wszechmogącym, szukaj pomocy w rzuceniu nałogów, złych przyzwyczajeń i proś o wszystko, co jest miłe Panu.

4. Po Sakramencie Spowiedzi i Komunii próbuj utrzymywać się w stanie łaski uświęcającej. W myślach przepraszaj Pana Jezusa za drobne grzechy, proś o oczyszczenie serca i dopuszczenie do przyjęcia Hostii. Spowiadaj się przynajmniej raz na miesiąc, ale także nie za często, bo przecież już mało grzeszysz, prawda? :)

5. Cały czas walcz z grzechami, módl się o rozwiązanie trudnych sytuacji, nałogów, ufaj całkowicie Bogu że znajdzie dla Ciebie złoty środek nawet w najgorszych sytuacjach. Osobiście jestem pod wrażeniem łask jakie udziela Pan w tak trudnych tematach!

6. Zacznij czytać najpiękniejszą i najważniejszą książkę jakakolwiek została kiedykolwiek napisana: Nowy Testament. Ważne: Czytamy po trochę, nie za dużo, staramy się zrozumieć i rozmyślać nad treścią. Odkryjesz wiele mądrości, Prawdę, zrozumiesz ukryte przesłania. Duch Święty będzie tchnął w Ciebie, chociaż może teraz wydaje Ci się to abstrakcją. Ja osobiście czytałem Nowy Testament wraz z Dziejami Apostolskimi i Apokalipsą około roku.

Dlaczego uważam że powinniśmy najpierw przeczytać Nowy Testament, a nie zaczynać od Starego Testamentu? Oto argumenty:

-  NT to Nowe Przymierze Boga z ludźmi, w wielu przypadkach uzupełnia ST nie znosząc Prawa (10 Przykazań), ale dodaje. Np. zamiast "oko za oko" - mamy nastawiać drugi policzek, wybaczać, miłować nieprzyjaciół; możemy jeść zwierzęta których spożywanie było zabronione w Starym Przymierzu...

- NT to czysta nauka, studnia mądrości bez dna, nie ma tam żadnych zbędnych rzeczy. Nie żebym oskarżał ST o to że jest mało przydatne, ale w ST mamy wiele faktów historycznych, opisy pokoleń, wymiary Arki Przymierza itp. - a my jak najszybciej potrzebujemy KONKRETNEJ nauki od Pana Jezusa,

- ST jest znacznie grubszy od NT i wiele osób ma ambicje przeczytać całą Biblię, ale gdzieś w ST niestety się zatrzymują i nigdy już do Biblii nie wracają...

- NT jest napisany prostszym językiem, wydarzenia w nim zawarte są też dla nas bliższe kulturowo bo 2 tysiące lat to dużo mniej niż np. 4 tysiące

- Gwarantuje, że jeśli zrozumiecie NT zstąpi na Was Duch Święty. Wtedy z ogromną przyjemnością będziecie pragnęli sięgnąć po początkowe Księgi Pisma Świętego. A tam też można czytać nie po kolei. Szczególnie polecam Księgę Daniela i Psalmy (często dodawane zresztą do wydań Nowego Testamentu).

7. Szczera modlitwa, poddanie się całkowicie w modlitwie Duchowi Świętemu spowoduję że spełnią się Twoje prośby, a Nowy Testament będzie Twoim natchnieniem. Nie raz zapłaczesz ze szczęścia i z podziwu nad tym co się z Tobą dzieje...

8. Wszystko to rób raczej powoli, nie na siłę. Z nałogami postąp radykalnie. Oduczaj się przeklinać, rzuć używki, walcz z nałogami, zaprzestań współżycia seksualnego jeśli nie masz Sakramentu Małżeństwa, nie oglądaj pornografii, zniszcz i wyrzuć wszelkie erotyczne materiały. To samo dotyczy filmów zawierających sceny przemocy itp.

Pamiętaj, że napisane jest, że jeśli np. oko Twoje jest powodem grzechu, to lepiej je sobie wydłubać niż z okiem umrzeć ale iść później do piekła z powodu grzechu. Zatem wyobraź sobie: jeśli kusi Cię grzech nieczystości masz wybór albo sobie coś obciąć, albo całkowicie zrezygnować z wyuzdania ale być całym i zdrowym? Myślę że wybierzesz bycie zdrowym...

9. Traktuj Boga śmiertelnie poważnie. Czyli nie grzesz już myśląc "a, i tak się wyspowiadam, więc zrobię to, akurat idę niedługo do Spowiedzi" - nie! Tak nie wolno, Ty już nie popełniasz grzechów świadomie!

10. Słuchaj się swojego sumienia. Rozpatruj czy popełniony został grzech, a jeśli masz wątpliwości dąż do tego by być całkowicie pewnym swojej niewinności, nie tłumacz sumienia na siłę. Pamiętaj że Bóg widzi wszystko, Jego nie oszukasz!

Twoje życie zmieni się. Być może będziesz zapoznawać się w żywotami świętych, oddasz się pod opiekę Matki Bożej, oddasz się całkowicie Najświętszemu Sercu Jezusowemu, zaczniesz zwracać uwagę na obecność aniołów, przyjmiesz szkaplerze. Będziesz żyć duchowo, modlić się z przyjemnością, przyjmować jak najczęściej Komunię Świętą, Twoją ojczyzną będzie Królestwo Niebieskie, poczujesz prawdziwą miłość i tęsknotę do Zbawiciela, przestaniesz bać się śmierci, przejmować się wiekiem, samotnością itp.
Powodzenia!

poniedziałek, 14 kwietnia 2014

Poznaj Boże Miłosierdzie!

Wielki Piątek to okazja na rozpoczęcie 9-cio dniowej nowenny, dzięki której możesz uratować swoje życie. Wystarczy przez ten okres poświęcić zaledwie około piętnastu minut dziennie. Dowiedz się o co chodzi i nie zaprzepaść okazji!


Może w naszym kraju nie jest to oczywiste, ale najsłynniejszą Polką na świecie tuż po chemiczce Marii Skłodowskiej-Curie jest siostra Faustyna Kowalska. To właśnie Jej w roku 1935 objawił się Chrystus i podyktował Koronkę do Bożego Miłosierdzia. Mimo że święta ukończyła zaledwie 3 klasy szkoły podstawowej i nie bardzo umiała pisać, notowała rzeczy o których nie mogła by mieć pojęcia, co jest dowodem na Jej prawdomówność. Osobiście Koronkę do Bożego Miłosierdzia uważam za modlitwę najważniejszą po Modlitwie Pańskiej "Ojcze nasz".

Oto jakie łaski obiecał Pan Jezus dla tych, którzy z pobożnością i ufnością odmawiać będą Koronkę:

- Ktokolwiek będzie ją odmawiał, dostąpi wielkiego Miłosierdzia w godzinę śmierci. Kapłani będą podawać grzesznikom jako ostatnią deskę ratunku; chociażby grzesznik był najzatwardzialszy, jeżeli tylko raz zmówi tę koronkę, dostąpi łaski z nieskończonego Miłosierdzia Mojego.

- Każdą duszę, która odmawiać będzie tę koronkę, bronię w godzinie śmierci jako Swej chwały. (...) Kiedy przy konającym inni odmawiają tę koronkę, uśmierza się gniew Boży, a Miłosierdzie niezgłębione ogarnia duszę

- O, jak wielkich łask udzielę duszom, które odmawiać będą tę koronkę

- Zatwardziali grzesznicy, gdy ją odmawiać będą, napełnię dusze ich spokojem, a godzina śmierci ich będzie szczęśliwa (...); gdy tę koronkę przy konających odmawiać będą, stanę pomiędzy Ojcem, a duszą konającą nie jako Sędzia Sprawiedliwy, ale jako Zbawiciel Miłosierny.

Czy można wątpić w Boże Miłosierdzie? Jeżeli Chrystus zachęcił Cię odpowiednio, zapraszam do konkretnej treści Koronki...

Pierwsza wersja wizerunku Chrystusa, którego zlecenie namalowania nakazał św. Faustynie Jezus. Autorem jest Eugeniusz Kazimirowski, r.1934. Siostra po zobaczeniu efektu pracy malarza powiedziała: "Jezu, kto Cię namaluje takiego pięknego jaki Jesteś?" Na co Zbawiciel odpowiedział: "Nie w piękności farby ani pędzla jest wielkość tego obrazu, ale w Łasce Mojej."

Koronkę odmawiamy, jeśli możemy, o godzinie 15 (jak nie możemy, to o innej porze). Jest to godzina Miłosierdzia, wtedy kiedy umarł Pan Jezus na krzyżu, a po przebiciu Jego Boku wytrysnęły Krew i Woda - Źródło Miłosierdzia. Zgodnie z "Dzienniczkiem" św. Faustyny Kowalskiej, koronka wygląda następująco:



Na początku odmawia się:
Ojcze nasz..., Zdrowaś Maryjo..., Wierzę w Boga...

Na dużych paciorkach (x1):
Ojcze Przedwieczny, ofiaruję Ci Ciało i Krew, Duszę i Bóstwo najmilszego Syna Twojego, a Pana naszego Jezusa Chrystusa na przebłaganie za grzechy nasze i całego świata.

Na małych paciorkach (x10):
Dla Jego bolesnej Męki miej miłosierdzie dla nas i całego świata.

Na zakończenie hymn pochwalny na cześć Trójcy Świętej (x3):
Święty Boże, Święty Mocny, Święty Nieśmiertelny,
Zmiłuj się nad nami i nad całym światem.


Często na zakończenie koronki odmawia się również:
O Krwi i Wodo, któraś wytrysnęła z Najświętszego Serca Jezusowego jako zdrój Miłosierdzia dla nas – Ufamy Tobie (x3)

Jezu ufam Tobie (x3)

Święta Faustyno – módl się za nami i za całym światem (x1)


W kościołach można natrafić na różne tradycje odmawiania koronki, jednak wszystkie wersje są prawie identyczne. W domu osobiście polecam modlić się tak jak zanotowała modlitwę Siostra Faustyna.

Trzecia, ale najbardziej znana wersja obrazu. "Jezu ufam Tobie" namalowana przez Adolfa Hylę w 1944 r. Obraz można zobaczyć w krakowskich Łagiewnikach.


Mało tego, że Miłosierny nasz Zbawca obiecał co cytowałem już powyżej, dla odmawiających nowennę jest przewidzianych jeszcze więcej łask!


Dopiero od 2000r. za sprawą św. Jana Pawła II, w pierwszą niedzielę po Wielkanocy, na prośbę Pana Jezusa poprzez św. Faustynę obchodzimy w Kościele Niedzielę Bożego Miłosierdzia. Od Wielkiego Piątku, przez 9 dni o godz. 15 należy odmówić Koronkę do Bożego Miłosierdzia w następujących intencjach (intencję powinno się powiedzieć przed modlitwą):

Dzień pierwszy (najlepiej Wielki Piątek) - cała ludzkość, w szczególności grzesznicy.
Dzień drugi - duchowni: biskupi, księża i osoby konsekrowane.
Dzień trzeci - ludzie pobożni i wierni Bogu.
Dzień czwarty - za niewierzących i nieznających jeszcze Jezusa.
Dzień piąty - za heretyków oraz schizmatyków.
Dzień szósty - za osoby "ciche i pokorne" i za małe dzieci.
Dzień siódmy - za ludzi, którzy szczególnie czczą Boże miłosierdzie.
Dzień ósmy - za dusze w czyśćcu.
Dzień dziewiąty - za osoby letnie i zobojętniałe.

I na dodatkową zachętę kolejne Słowa Chrystusa dotyczące święta:

- Pragnę, ażeby pierwsza niedziela po Wielkanocy była świętem Miłosierdzia.

- W dniu tym otwarte są wnętrzności miłosierdzia mego, wylewam całe morze łask na dusze, które się zbliżą do źródła miłosierdzia mojego; która dusza przystąpi do spowiedzi i Komunii św. dostąpi zupełnego odpuszczenia win i kar...

- Pierwsza niedziela po Wielkanocy jest świętem Miłosierdzia, ale musi być i czyn; i żądam czci dla Mojego miłosierdzia przez obchodzenie uroczyście tego święta i przez cześć tego obrazu. 


Na zakończenie, jak by tego było mało, bonus:
Penitencjaria Apostolska 12 stycznia 2002 wydała akt, na mocy którego każdy wierny, który odmówi Koronkę do Miłosierdzia Bożego w kościele lub kaplicy w Polsce wobec Sakramentu Eucharystii, może uzyskać, pod zwykłymi warunkami, odpust zupełny.

środa, 9 kwietnia 2014

Byłem w Niebie

"W domu Ojca mego jest mieszkań wiele. Gdyby tak nie było, to bym wam powiedział. Idę przecież przygotować wam miejsce. A gdy odejdę i przygotuję wam miejsce, przyjdę powtórnie i zabiorę was do siebie, abyście i wy byli tam, gdzie Ja jestem."



Przypadkiem (?) do moich rąk trafiła książka Richarda Sigmunda "Byłem w Niebie". Pochłonąłem ją migiem, bo mimo że posiada ponad 220 stron, to jest wydrukowana dość dużą czcionką, a treść jest niebagatelnie wciągająca.

Nie jest to pierwsze dzieło literackie traktujące na temat życia po śmierci które miałem okazję poznać, ale pierwsze które tak obszernie i z detalami opisuje Królestwo Boże. Pastor Sigmund już od pierwszych stron, bez zbędnych wprowadzeń wrzuca nas na głęboką wodę: opis Nieba zaczyna się bardzo szybko.

Dzięki lekturze "Byłem w Niebie" zrozumiałem po co na Ziemi jest fizyka: jest dla nas ograniczeniem. Tam gdzie jest grzech - jest i śmierć, i właśnie są też prawa fizyki. A w Niebie ich po prostu nie ma, bo nie ma grzechu i nikt braku praw fizyki i jej ograniczeń nie wykorzystuje do niecnych planów.

Tak więc w Niebie wśród wielu wymienionych przez Pastora Sigmunda sytuacji, a które to sytuacje pozwolił mu zapamiętać Bóg, są te które przeczą całkowicie ziemskim prawom fizyki. A więc będziemy tam posiadać doskonałe ciała, podobne do ziemskich w wieku ok. 20-30 lat. Można tam oddychać pod wodą. Można na przykład zejść z tarasu znajdującego się na wysokości kilku pięter bezpośrednio na grunt - opadając z lekkością i gracją. Nie do opisania są dźwięki, kolory, zapachy i wymiary. A jak chcemy się gdzieś znaleźć a nie chce nam się przespacerować... wystarczy pomyśleć o tym miejscu i się jakby teleportujemy!

Richard Sigmund opisuje także architekturę Nieba, gdzie każdy najskromniejszy budynek gdyby istniał na Ziemi mógłby być tutaj zaliczony do grupy "7 Cudów Świata". Niebo jest niepojętym cudem, krainą niezliczoną ilość razy większą od Ziemi i wielowymiarową. Tak jak autor podaje na wstępie: nie do opisania, jednak stara się jak najwierniej opowiedzieć co przeżył i widział.

Miasta najczęściej wykonane są ze złota, kryształów, szlachetnych kamieni i z minerałów nieznanych śmiertelnikom. Jeden z domów których opis zapamiętałem najbardziej, było mieszkanie wydrążone w ogromnej perle, przygotowywane przez Anioły dla męczennicy o nazwisku Pearl.

Są też figury, gobeliny, posągi, fontanny i obrazy o niesamowitych właściwościach: są jakby... animowane. W Niebie jest niezliczona ilość ludzi i różnego rodzaju Aniołów. Są wysokie na ok. 4 metry konie... umiejące mówić. Ale największe wrażenie robi opis Sali Tronowej, czyli spotkanie z Bogiem Ojcem.

Nie zaprzeczam, że "Byłem w Niebie" czyta się z niedowierzaniem, jak jakąś wymyśloną fantasy. Jednak prócz zgodności opisu Królestwa Niebieskiego Richarda Sigmunda z Pismem Świętym, są także inne zgodności. Pastor Sigmund nie jest pierwszym i jedynym człowiekiem któremu Bóg okazał łaskę wejść do swojego Królestwa i wrócić do naszego marnego świata. Za każdym razem jednak takim ludziom nie pozwolono zapamiętać wszystkiego albo nie udzielono odpowiedzi na wiele pytań, nie wtajemniczono we wszystko, a pokazano tylko ułamek. Bo to nie jest wymiar dla śmiertelników!


Chciałbym nawiązać tylko do dwóch przypadków zgodności relacji pastora Sigmunda z innymi relacjami osób które powróciły na Ziemię po bezpośrednim spotkaniu z Chrystusem. Pierwszą osobą jest Colton Burpo, którego dzieje opisane są w książce "Niebo istnieje... Naprawdę!" a już 16 kwietnia 2014r. na ekrany kin wchodzi ekranizacja tych wydarzeń:

"Niespełna czteroletni Colton oznajmił rodzicom, że opuścił swoje ciało podczas zabiegu, wiarygodnie opisując, co jego rodzice robili, gdy on leżał na stole operacyjnym. Opowiadał o wizycie w niebie i przekazywał historie ludzi, z którymi spotkał się w zaświatach, a których nigdy wcześniej nie widział. Wspominał nawet o zdarzeniach, jakie miały miejsce jeszcze przed jego narodzinami. Zaskoczył swoich rodziców opisami i mało znanymi szczegółami o niebie, dokładnie pasującymi do tego, co podaje Biblia, a przecież nie mógł ich stamtąd znać, bo jeszcze nie umiał czytać."

Na książkę "Niebo istnieje... Naprawdę!" mógłbym poświęcić cały wpis, ale jest o tym dużo w Sieci, no i jest film fabularny, zapraszam więc do oglądania i czytania.

 

 

Drugi ale na pewno nie ostatni przykład zbieżności relacji Richarda Sigmunda z innymi osobami, które miały okazję opuścić ten świat jest Bill Wiese. W tym przypadku zbieżność dotyczy opisu piekła. W książce "Byłem w Niebie" jest bowiem też parę stron o tym, jak Pan Jezus pokazuje pastorowi Sigmundowi piekło. Porównajcie proszę tekst z  książki do świadectwa "23 minuty w piekle".


Richard Sigmund przed wizytą w Niebie miał już wcześniej różne wizje świata duchowego. Sam wypadek który spowodował jego śmierć na 8 godzin był dość dziwny... Samochód został zdruzgotany po zderzeniu z... niczym. Ciało Richarda miało być już szykowane do trumny, kiedy to zostało całkowicie uzdrowione w jednym momencie. Obecnie autor książki żyje i Mocą nadaną przez Chrystusa uzdrawia ludzi, czego dowodzą świadectwa umieszczone jako dodatek do książki. Może by tak ktoś zaprosił pastora do Polski?

piątek, 4 kwietnia 2014

Czy można modlić się do obrazów?

„Nie uczynisz sobie obrazu rytego ani żadnej podobizny tego, co jest na niebie w górze i co na ziemi nisko, ani z tych rzeczy, które są w wodach pod ziemią. Nie będziesz się im kłaniał ani służył. Ja jestem Pan, Bóg twój, mocny, zawistny, karzący nieprawość ojców na synach do trzeciego i czwartego pokolenia tych, którzy mnie nienawidzą; a czyniący miłosierdzie tysiącom tych, którzy mię miłują i strzegą przykazań moich.”



Powyższy cytat pochodzi ze starotestamentowej Księgi Wyjścia. Tak brzmi rozwinięcie drugiego przykazania z Dekalogu, który podyktował Mojżeszowi sam Bóg na górze Synaj. Kościół Katolicki w swym katechizmie likwiduje całkowicie to rozwinięcie pozostawiając jednak treść Pisma Świętego nienaruszoną. Jest tak, ponieważ ta długa treść dotyczy tego zdania: "Nie będziesz miał cudzych bogów przede mną" - i dotyczy bałwochwalstwa, czyli czczenia wyimaginowanych bóstw.

Wielu zarzuca, szczególnie wiernym KRK (Kościół Rzymsko-Katolicki) modlenie się do obrazów, czczenie przedmiotów. Nie tylko wśród innych religii, lecz także wśród innych wyznań chrześcijańskich, a może szczególnie właśnie wśród nich - istnieje głośna krytyka wiernych Kościoła Katolickiego za to że modlą się do obrazów, że całują krucyfiks, wieszają krzyż... Czy słusznie?

Aby prawidłowo odpowiedzieć na powyższe pytanie i zrozumieć zachowanie katolików, wręcz wydające się ich „nieposłuszeństwo” Bogu - należy wczuć się w okres w którym żył Mojżesz oraz odpowiednio zinterpretować przykazanie.

Uciśniony naród żydowski przez stulecia przebywał w Egipcie – kraju czczącego różne bóstwa. Modlenie się do figur i obrazów, wierzenia w moc amuletów – było czymś normalnym (może ktoś stwierdzić że niewiele się zmieniło, ale to już temat na kiedy indziej). Jednak Bóg jest jeden i wymaga od nas by tak był czczony. Zatem zabrania tworzyć wizerunki rzeczy, zwierząt, osób – ale w rozumieniu że innych od Niego, by nie oddawać im hołdu, czci, by się do nich nie modlić, nie służyć, nie kłaniać. Bo jest jeden Bóg Prawdziwy, w dodatku zazdrosny. Wizerunki Jezusa, Maryjne, świętych, aniołów, a nawet Ducha Świętego i samego Boga Ojca - dotyczą jednego, w Trójcy Jedynego Boga. I są tworzone dla wiernych ku Jego czci. Zatem absolutnie nie jest to bałwochwalstwo.

Załóżmy że nie mam racji i jednak trzeba Słowo Boże zinterpretować dosłownie. Wtedy więc każdy kto coś narysował, wyrzeźbił… jest grzesznikiem. Robiliby to tylko niewierzący w Stwórcę, lub przynajmniej ci którzy nie stosują się do Bożych przykazań. Nie było by milionów dzieł sztuki, prasa była by bez zdjęć, książki bez ilustracji, nie było by filmów, telewizji…

Mało tego, jeśli przykazania (a raczej ich tłumaczenia!) mielibyśmy brać dosłownie, to "nie zabijaj" oznaczało by, że Bóg na darmo stworzył dla nas krowy, kury i owieczki, nie mówiąc już o tym że "zjadłyby" nas pchły i muchy bo byśmy nie mogli ich zabijać...

Gdyby interpretować dosłownie Dekalog, cudowny obraz "Książę Pokoju" autorstwa 8-letniej Akiane Kramarik nigdy by pewnie nie powstał, a Colton Burpo nie rozpoznał by w nim najbardziej prawdopodobnego wyglądu Chrystusa. Akiane otrzymała talent od samego Jezusa przebywając podczas śmierci klinicznej w Królestwie Niebieskim. Długą wizytę w Niebie złożył też właśnie mały Colton, bohater książki i filmu "Niebo istnieje! Naprawdę".
Jest jeszcze jedna sprawa o której powinniśmy pamiętać: pierwsze tablice z Dekalogiem wyryte przez samego Boga zostały rozbite w gniewie przez Mojżesza. Treść tych przykazań jest wspomnieniem człowieka piszącego Księgę Wyjścia (prawd. Mojżesza lub jego pomocnika Jozuego, albo też Aarona, brata Mojżesza). Nie spisał on ich od razu po powrocie z góry Synaj, (chyba że schodząc, ale nie mógł raczej przewidzieć że tablice zostaną stracone), bo wtedy to odbyły się dramatyczne sceny spowodowane gniewem Boga (a co za tym idzie Jego sługi Mojżesza) gdy Izraelici z Aaronem zrobili sobie cielca ze złota i go czcili. I to te przykazania, które zostały rozbite uznawane są za obowiązujący Dekalog. Kiedy Mojżesz wstąpił po raz kolejny do Pana na górę Synaj zostało odnowione Przymierze. Bóg podyktował tym razem (a nie sam wyrył) przykazania które się różnią i zostały złożone w Arce Przymierza. Sens przykazań jest jednak taki sam! Pozostaje więc zadać pytanie osobom, które nagminnie oczekują od swoich braci wierzących w Boga dosłownej interpretacji Dekalogu zawartego w Biblii: której wersji Dekalogu mamy być posłuszni?

Interpretacja Dekalogu przez Kościół Katolicki jest jak najbardziej prawidłowa, dopasowana każdemu współczesnemu człowiekowi, a nie tylko Izraelitom. Żadne przykazanie Boże nie jest pominięte, są natomiast one podane w krótkich, konkretnych formach, bez zbędnych objaśnień. Obie długie treści Przymierza można znaleźć w Księdze Wyjścia i Księdze Powtórzonego Prawa - gdyby ktoś zechciał bardziej poznać genezę katechizmowych Dziesięciu Przykazań.

No dobrze, jednak ktoś może powiedzieć: skoro więc można rzeźbić i malować to przecież wyraźnie napisane jest „Nie będziesz się im kłaniał ani służył.” – czyli też modlił, a co robią katolicy? Jeżdżą z obrazami po kościołach, pielgrzymują do cudownych obrazów, do figur, całują krzyże i relikwie... Może i tak to wygląda ale… my nie modlimy się do obrazów! Tak, klękamy przy nich, patrzymy na wizerunki, na krzyż, ale po to, by skupić się na modlitwie! Modlimy się nie do wizerunków, tylko do Osób, które wizerunek lub symbol przedstawia. I tak na przykład krucyfiks przypomina nam o tym, że Chrystus poniósł na nim męczeńską śmierć dla naszego zbawienia. Obrazy Maryi przypominają nam że modlimy się do naszej Matki w Niebie, do Rodzicielki naszego Boga, prosimy o pośrednictwo do Jej Syna. Nie modlimy się do obrazu „Jezu Ufam Tobie” namalowanego na życzenie samego Chrystusa za pośrednictwem św. Faustyny Kowalskiej, ale do Bożego Miłosierdzia, a obraz pełni tylko rolę przypomnienia, pomocy w skupieniu, w wyobrażeniu sobie jak miłosierną Krew i Wodę wypływającą z Serca Chrystusa widziała mniej-więcej mistyczka. To wszystko jest miłe Panu, a nawet nakazane! Szkaplerz nie jest talizmanem, a jedynie symbolizuje oddanie się Bogu, nawet jeśli widnieje na nim wizerunek Michała Archanioła czy też Matki Bożej. Krzyż – to symbol chwały Chrystusa i Jego zwycięstwa, a nie hańby! Symbol, którego panicznie boi się szatan. Relikwie, które czynią cuda są przedmiotami łączącymi świat widzialny z niewidzialnym.

Tak więc obraz Michała Archanioła na Rodos płacze, figury Chrystusa i Matki Bożej krwawią, z rany pod kolanem posągu Jezusa w Medjugorie od lat wypływa uzdrawiający olej. Dzieciom w Garabandal wręczano od wiernych różańce, krzyżyki, medaliki. Te zanosiły tą plątaninę przedmiotów objawiającej się im Najświętszej Pannie by błogosławiła je pocałunkiem. Następnie z plątaniny relikwii dziewczynki będące w ekstazie bez trudu je oddzielały i nie wiedząc do kogo należały, bez patrzenia wręczały właścicielom. Te błogosławione przedmioty w cudowny sposób uzdrawiają po dziś dzień, o czym może zaświadczyć między innymi posiadacz relikwii Józef Lomangino, który otrzymał specjalną misję i obietnicę od Matki Bożej Karmelitańskiej z Garabandal. Więcej o Garabandal we wcześniejszym wpisie

O tym jak to sam Autor Dekalogu, nasz Pan Bóg nakazał uczynić Mojżeszowi węża z brązu oraz inne, jeszcze lepsze od mojego wytłumaczenie tego problematycznego (dla niektórych!) przykazania: http://mateusz.pl/pow/pow-dekalog.htm

Komisja ws. płaczącego obrazu Archanioła Michała na Rodos, Grecja. Obraz jest w tej chwili już w innej, większej świątyni, cały czas płacze. W kościele z którego go wyniesiono zaczął łzawić inny, mniejszy wizerunek Archanioła Michała.

Statua w Medjugorie z której wypływa uzdrawiający Olej