- Czy wierzysz w objawienia Medjugorskie?
- Byłoby wielką nieroztropnością powiedzieć, że objawienia w Medjugorje są nieprawdziwe. Bez wątpienia mają tam miejsce zjawiska nadprzyrodzone. Należy zadać tylko pytanie: jakiego pochodzenia? Jak naucza nas Pismo Święte, mamy poznawać po owocach. Skutki wizyt w miejscu objawień w Medjugorje udowadniają, że BEZ WĄTPIENIA pochodzenie mają NIEBIESKIE. Rzesze nawróconych ludzi, którzy przed wizytą w Medjugorje byli najmniej... "letnimi katolikami", pokazuje nam że Matka Zbawienia zwana w tamtejszym języku jako Gospa, wciąż walczy o dusze swoich dzieci. Walczy jakże intensywnie w tym kończącym się czasie.
- Przeciwnicy Medjugorje mówią, że Gospa nie ma widocznych stóp, więc nie jest to Matka Boża.
- Takie argumenty, że Matce Zbawienia nie widać stóp, są niepoważne. Bo czy widać tej Postaci kopyta? No nie. Zresztą, jakież kopytne stworzenie namawiałoby ludzi do modlitwy różańcowej?
- A argument, który rozpala wojowników z Medjugorje co sezon, po tym gdy dochodzi do tragicznych wypadków w czasie pielgrzymek do Medjugorje? Że pielgrzymka do objawień szatańskich tak się kończy?
- Takie rzeczy głosić muszą osoby odklejone od prawdy katolickiej. Bo śmierć dla nas, w kontekście śmierci chwalebnej, to zysk. Nie ma większego szczęścia na tym łez padole, jak umrzeć w łasce uświęcającej. A prawdopodobieństwo, że ci pielgrzymi którzy raz na jakiś czas giną w wypadkach w drodze do, czy tym bardziej z Medjugorie, że są w łasce uświęcającej - jest ogromna.
Przypomina mi się tutaj przypadek z innego, także szkalowanego miejsca objawień, do którego mam 100% pewności że miały tam miejsce objawień Matki Zbawienia i Aniołów. Chodzi o hiszpańską wioskę Garabandal. Tam, pewien młody kapłan w latach 60tych, który przyjechał sprawdzić prawdziwość objawień, był tak urzeczony objawieniem, że w podróży powrotnej westchnął w samochodzie wspominając to, czego był świadkiem: "jaki piękny dzień!" (który de facto w tym kontekście był aktem strzelistym) - i... wyzionął ducha.
- Czy byłeś w tych miejscach objawień, skoro w nie wierzysz?
- Nie trzeba być, żeby wierzyć. Zresztą wiara jest właśnie tym, że błogosławieni są ci, którzy nie widzieli, a uwierzyli. Z miejsc objawień byłem dotychczas chyba tylko w katowickim Lesie Murckowskim. Także niedaleko od niego, w tamtejszej parafii na Kostuchnie miałem osobiste objawienie ogromnego ŚWIATŁA pulsującego z tabernakulum podczas odmawiania Modlitwy Pańskiej na Mszy św. w sierpniu 2013. Natomiast tuż obok tego kościoła, leży ciało mistyczki i stygmatyczki Katarzyny Szymon. Ona natomiast była także związana z mistykiem i męczennikiem Kazimierzem Domańskim z Oławy. W Oławie też byłem. Strasznie napluto na to święte miejsce! A było tam wiele cudów w latach 90tych, w tym aż kilka eucharystycznych. Ponoć jest tam obecnie ciało św. Ks. Maksymiliana Marii Kolbego, ale jest to wiedza ukryta. Tzw. "teoria spiskowa"...
Oczywiście byłem także w Gietrzwałdzie. Urodziłem się w setną rocznicę tamtejszych objawień. Będąc na Warmii w 2017 zrobiłem ciekawe zdjęcie kapliczki przed sanktuarium. Gdy je wykonywałem, nie było nic nadzwyczajnego. Jednak później, gdy je zobaczyłem, okazało się, że z Nieba był centralnie na kapliczkę skierowany wyraźny promień, widzialny tylko na fotografii. Chwała Panu!!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz