poniedziałek, 12 października 2026

Przedmiotów osobistych, podobnie jak żony, się nie pożycza! 🤷‍♂️


Kilka lat temu pewien znajomy Etiopczyk poprosił mnie, abym użyczył mu sygnału wi-fi z komputera. Chciał coś tam pilnie załatwić sobie na telefonie. Więc sparowaliśmy nasze urządzenia, zrobił co miał zrobić, podziękował i poszedł. Ja wyłączyłem sygnał hotspotu i korzystałem dalej tradycyjnie na laptopie po kablu. Przy najbliższej okazji, gdy chciałem sobie sam skorzystać z mojego hotspota, okazało się, że nie mogę połączyć już żadnego urządzenia z moim komputerem. Wi-fi działało, ale normalnie - lecz jako sygnał nadawczy, już niestety nie. Po tej nauczce postanowiłem nikomu już nie udostępniać tego typu sygnałów.

Innym razem ktoś poprosił o naładowanie telefonu moją ładowarką. No cóż mi szkodzi? Ale... podczas ładowania słyszałem dziwne piski. Na szczęście ładowarka się nie popsuła, ale już żałowałem że znowu moją osobistą rzecz, przyzwyczajoną do mojego telefonu "zdradziłem" z czyimś urządzeniem i mało brakło, a bym ją stracił.

Trzeci przypadek: wracając z podróży zapomniałem spakować swoją ładowarkę do telefonu. Użyłem więc w domu innej, od tabletu, a kabelek od głośnika BT. Kabelek USB-C dość opornie wszedł w gniazdko telefonu, no ale ładowało. Czułem, że jakoś jest inaczej, a po naładowaniu telefonu stwierdziłem po czasie, że szybciej mi się on rozładowuje. Coś już się zmieniło...

Przy okazji: miałem też przygody z baterią zastępczą do telefonu kiedy jeszcze były one wyjmowane oraz z nieoryginalnym, dedykowanym zasilaczem zastępczym do laptopa. Oba przedmioty popsuły sprzęt!

Obecnie, gdy ktoś chce ode mnie pożyczyć lub skorzystać ze sprzętu elektronicznego - aby nie opowiadać ww. historii, kluczę tak, aby nie skłamać - a jednocześnie niestety nie pomóc. W trosce o siebie, o swój sprzęt. I w związku z tym, jako katolik, mam wyrzuty sumienia.

Oczywiście, robię wyjątki w pilnych sytuacjach. Miałem taką np., jak ktoś szukał zaginionej osoby i nie miał przy sobie ładowarki. Miałem także przypadek zupełnie inny, bo dotyczący przedmiotu bardzo osobistego. Otóż chyba w czasie covidu ktoś w pracy powiedział, że warto mieć inhalator. Taki osobisty, kosztował ok. 100 zł i że jakaś tam medyczka może nam je załatwić. No to skorzystałem z możliwości i zamówiłem. Nie pamiętam czy miałem okazję go chociaż raz użyć, jakkolwiek ktoś z tego grona, czyli osoba wiedząca że mam takie urządzenie, poprosiła mnie kiedyś pilnie o pożyczenie, bo zachorował jej bliski. Powiedziałem jej, że jej nie pożyczę, ale dam. Dlaczego? Ponieważ uważam takie urządzenie za rzecz higienicznie bardzo osobistą. W rodzinie jak najbardziej można by korzystać w kilka osób, ale pożyczać komuś obcemu? Do dróg oddechowych? Co jeszcze mielibyśmy sobie pożyczać? Może szczoteczki do zębów? Gruszki do lewatywy?

Oczywiście, wypadałoby takiej osobie, która "ratuje życie bliskiemu" jeśli już woli wziąć ode mnie zamiast z apteki taki sprzęt, później go odkupić, no ale do tego nie doszło. A ja też to z góry zakładałem.

I pisze to teraz, kiedy znowu komuś odmówiłem pożyczenia ładowarki do smartfona. Owszem, ta osoba powinna sobie poradzić, nie zostawiłem jej na lodzie bo doradziłem co może zrobić by sobie doraźnie pomóc. No, ale jak ta osoba poszła - zacząłem myśleć: czy tak powinienem postąpić? Czy tak naucza Chrystus? No, bo jeśli ktoś prosi, mamy pożyczyć. Nawet jeśli wiemy, że nie odda. Jeśli mamy 2 płaszcze - oddać jeden potrzebującemu. Itd. No więc... poległem! Lepiej było pożyczyć, zepsuć w ostateczności - ale kochać bliźniego jak siebie samego. Chociaż ratowała mnie troszkę w sumieniu sytuacja, że ten człowiek na pewno sobie poradzi z tym problemem, jeśli bardzo będzie mu zależało. Ale cóż to dla mnie za ratunek? Grzech jest grzechem.

No i tak rozmyślałem skruszony, zdezorientowany, czy dobrze zrobiłem czy źle? Jak się zachować na przyszłość? Przecież tacy NIEROZTROPNI ludzie zdarzają się często.

I przyszło mi do głowy słowo klucz: ROZTROPNOŚĆ.

A jak to, to i przypowieść o pannach roztropnych i nierozsądnych. Czy panny mające oliwę zgrzeszyły nie udzielając oliwy pannom, które o niej zapomniały? Nie!! Powiedziały, że im nie dadzą, bo wtedy im zabraknie. Więc dlaczego mam sobie narobić problemów i kosztów przez czyjąś nieroztropność? Na chwilę komuś udostępnić coś osobistego po to, żeby ryzykować tegoż stratę?

To napiszę oczywiście żartobliwie, ale... można porównać urządzenia przyzwyczajone do naszego środowiska do... żony. Ona też użyta przez innego mężczyznę już nie byłaby "tą samą" żoną! Bo jest osobistą żoną i nie można jej dawać na zepsucie! Podkreślam: TO ŻART! Ale coś w tym jest tak bardzo alegorycznego, że nie mogłem się powstrzymać. A może właśnie tak miałem to pokojarzyć?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz